Klucz do rodzinnej historii. 

Kiedy była dzieckiem, spoglądające na nią z biblioteczki oczy lwów były na tyle groźne, że wolała ją omijać. Gdy ciekawość pokonała lęk, pod nieobecność dziadka zakradała się do szuflady w kuchennym stole i wyjmowała z niej klucz ze srebrną koniczynką. Był przepustką do tego, co w domu dziadków było bezwzględnie zakazane i pewnie dlatego wzbudzało zawsze tyle emocji. Drzwi drewnianej biblioteczki niemiłosiernie skrzypiały, a po ich otwarciu w pokoju unosił się specyficzny zapach starych książek. Z biegiem lat to właśnie te książki stawały się jedynym powodem, dla którego można było poprosić babcię o klucz i jedynym, dla którego zgadzała się go udostępnić. Przedwojenne wydania dzieł Balzaka, „Stara Baśń” Kraszewskiego z 1927 roku czy  Sienkiewiczowski „Potop” wydany w 1934 roku nie wzbudzał jednak tyle zainteresowania, co sporych rozmiarów drewniany kufer, zamknięty na kolejny klucz. Nie sposób było się do niego dostać, zatem musiał skrywać jakąś tajemnicę lub ukryty przed ciekawskimi skarb.

Po śmierci dziadka i przeprowadzce babci dom opustoszał, a w pokoju na końcu korytarza została tylko stara biblioteczka. Ważyła tyle, że trudno ją było gdziekolwiek przenieść. Została więc razem z zawartością, która przez tyle lat rozbudzała fantazje. Z czasem zaczął pokrywać ją kurz, a dotknięte wilgocią drewno wyginało kolumny, na których spoczywały groźne kiedyś lwy. Trafiła tam pewnego jesiennego dnia zupełnie przypadkiem, przejeżdżając trasą obok domu dziadków. Zacinający deszcz i szarówka były wystarczającą wymówką, by się nie zatrzymywać. Coś ją jednak pchało do środka i powrotu do przeszłości. Klucz znalazła pod spróchniałą donicą w ogrodzie. Ani siłowanie się z zamkiem, ani przerażająca woń wilgoci wydobywająca się z kolejnych otwartych pokoi nie skłoniły jej do odwrotu. Na końcu długiego korytarza znajdował się pokój z biblioteczką, w której, tak jak nigdy do tej pory, tkwił klucz z koniczynką.

Najpierw usłyszała charakterystyczne skrzypnięcie, potem rozniósł się zapach starych książek, a na koniec zobaczyła stojący na dnie drewniany kufer. Otworzyła go z łatwością przy pomocy noża do kopert, który leżał obok sporej paczki gazet. Z pożółkłych kartek papieru z trudem rozszyfrowywała świadectwa urodzeń, ukończenia szkół, dokumenty zezwalające na pracę i odręczne notatki sporządzane starannie niebieskim atramentem. Ot, zwykłe dokumenty, które zalegają szuflady wielu domów. Tyle tylko, że w tych było coś dziwnego, coś, na co nie od razu zwróciła uwagę. Zgadzały się daty i zdjęcia, które już wcześniej widziała, ale obok nich widniały obco brzmiące imiona i nazwiska. Powoli drewniana podłoga pokoju z biblioteczką zapełniała się papierami, dokumentami i fotografiami, z których wyłaniała się ukrywana przez lata historia rodziny. Przestała czytać dopiero wtedy, gdy pokój pogrążył się w ciemności.

Potrzebowała wielu dni na przemyślenie, co z tą wiedzą zrobić. Nie było już dziadków, którzy mogliby odpowiedzieć na wiele pytań, ani mamy, z którą nigdy wcześniej na te tematy nie rozmawiała. Miała poczucie straconego czasu i możliwości, których nigdy nie wykorzystała. Za wszelką cenę chciała jednak dotrzeć do prawdy i przekazać ją swoim dzieciom.

Tylko jak zacząć opowieść o tym, co przez wiele lat ukrywała dziadkowa biblioteczka? W takich właśnie sytuacjach z pomocą przychodzimy my – Autorskie Atelier. Jesteśmy zespołem doświadczonych dziennikarzy i pisarzy, którzy takich historii jak ta, napisali już wiele.

Wystarczyło kilka telefonicznych rozmów i przesłanie WhatsAppem zdjęć odnalezionych dokumentów i rodzinnych fotografii. W ciągu kilku tygodni powstała książka, która pokazuje losy czterech pokoleń rodziny, od czasów przedwojennych, po te współczesne. Jest wzruszającym zapisem walki o wolność, szacunek i tolerancję, wzbogaconym o fragmenty pamiętników, archiwaliów i starych fotografii.

Ta unikalna publikacja, która miała być nietuzinkowym prezentem ślubnym dla córki, okazała się interesującą lekturą dla całej rozsianej po świecie rodziny. Następne egzemplarze trafiają już za ocean, a w Polsce zajmują należne im miejsce w kolejnych dziadkowych biblioteczkach. Bo rodzinną historię nieraz potrafi otworzyć klucz ze srebrną koniczynką, a innym razem tym kluczem jest Autorskie Atelier.