Czas na autobiografię.

To mogło być jedno z tych leniwych popołudni, spędzanych na jachcie z przyjaciółmi. Długonogie hostessy roznosiły drinki, w tle sączyła się muzyka, a wytatuowane ciało bożyszcza milionów młodych ludzi zaczynało nabierać złotego koloru. Goście patrzyli na gospodarza z niekłamanym podziwem, a on przyglądał się znudzony okładkom kolorowych magazynów z sobą w roli głównej. Na lądzie czekała jedna z wielu okazałych posiadłości, tym razem na francuskiej riwierze, a w garażach zastygłe sylwetki luksusowych samochodów. Sukces miał smak 50-letniej whisky i zapach najładniejszej Spice Girls. Każdy pragnąłby choć przez chwilę być jak David Beckham. A czy było coś, czego mogłaby pragnąć gwiazda futbolu, ikona mody i  ktoś, kogo amerykański magazyn „People” uznał za najseksowniejszego mężczyznę na świecie?

Widocznie David uznał, że czegoś w tym jego super życiu brakuje, skoro zdecydował się na „My World”, a później „My side” i „My story”. I choć wszystkie jego książki to autobiografie, trudno wymagać od piłkarza, by ze słowem pisanym radził sobie z taką samą finezją, jak z piłką. Kogo jednak obchodzi to, czy Beckham sam spisał swoją historię, czy pomógł mu jakiś sprawny dziennikarz, skoro każda z tych publikacji momentalnie stawała się bestselerem.

W ślad za Beckhamem poszedł koszykarz Shaq O’Neal, tenisista Andre Agassi, skoczek narciarski Janne Ahonen czy pięściarz Mike Tyson. Jeśli do sportowców dołączylibyśmy naukowców, aktorów, piosenkarzy, tancerzy, kreatorów mody, dziennikarzy, polityków czy ludzi znanych z tego, że są znani, okazałoby się, że nieodłącznym atrybutem ich pozycji nie jest ani najnowszy model porsche, ani apartament w Londynie, tylko właśnie autobiografia.

Ludzie, którzy odnieśli sukces dzielą się z nami swoim życiem i pomysłem na to, jak zrealizować nawet najśmielsze marzenia. Bo jeśli im się udało, to znaczy, że i my możemy, a nawet powinniśmy spróbować. Dla jednych miarą sukcesu jest nagroda Nobla, dla innych prowadzenie prognozy pogody, albo wzięcie udziału w reality show. Każdy ma inną historię do opowiedzenia i każda historia jest równie ciekawa, oczywiście pod warunkiem, że zostanie ciekawie napisana. 

Sprawne pióro ghostwritera, czyli tego, kto na zlecenie taką książkę przygotowuje, sprawi, że nawet najbanalniejszy życiorys może się zmienić w porywającą powieść, przeplataną anegdotami, która będzie wzruszać, bawić i zachęcać do refleksji. Pojęcie ghostwritera spopularyzował reżyser Roman Polański, który w filmie „Autor widmo” opowiada o człowieku opracowującym anonimowo na zlecenia biografie sławnych ludzi. W ekranizacji powieści Roberta Harrisa „Duch”, główny bohater, którego imienia i nazwiska nigdy nie poznamy, zostaje wynajęty do napisania pamiętników byłego premiera Wielkiej Brytanii. W Polsce takie możliwości daje Autorskie Atelier, z którego mogą korzystać nie tylko premierzy.

To miejsce, w którym dyskretni autorzy, czekają na opisanie każdej biografii, niezależnie od tego, czy  trzeba będzie sięgnąć do kilku pokoleń wstecz, czy też stanie się ona tylko urywkiem w historii całej sagi. Jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia zleceniodawcy, z resztą sobie poradzimy.  Jeśli więc spędzasz kolejne leniwe popołudnie z przyjaciółmi i masz wrażenie, że osiągnąłeś już wszystko o czym można marzyć, to znaczy, że nadszedł czas na własną biografię.